LookBook.pl - satyr-icon - [Miasteczko]

monia zaprasza: satyr-icon - [Miasteczko]

Miasteczko


Byli raz sobie mieszkańcy pewnego Miasteczka. I było, rzecz jasna, rzeczone Miasteczko. Rzeczeni mieszkańcy rzeczonego Miasteczka mieli problem niestety. Nikt nie znał przyczyny problemu, choć wszyscy znali skutki. Spotykał on bez wyjątku i zająkniecia wszystkich ludzi i ich zajęcia. Było to Miasteczko małe i leniwe, ot, chociażby takie jak Twoje. Jak już wspomniała autorka- małe, zakapiorskie, z podeptanymi trawnikami, obszczanymi murkami i obowiązkowym, znanym wszystkim nieszkodliwym wariatem. Mimo to było urocze jak tylko mogło, a mogło. No tak, ale jak już wiemy z nieskomplikowanego wstępu (autorka upraszcza jak może, a może), miało problem. Rzadko wyjeżdżali ludzie z Miasteczka. Nie dlatego że nie mieli autobusu, mieli a jakże. Prawie taki sam, jakim codziennie jeździłbyś Ty, gdybyś nie miał tego fajnego samochodu. A jak nie fajnego, to przynajmniej go posiadasz. Ty.... ty... posiadaczu...ty (autorka się zapomniała ze wzgledów nieposiadania), hmmm, hmmm.....

Pewnego pięknego dnia a tak się przynajmniej wszystkim wydawało, pewien Chłopiec zdecydował się wyjechać z miasteczka. Dosyć miał obszczanych murków a już najbardziej wszystkim znajomego wariata, zresztą swego brata,więc wziął się zebrał i wyjechał.
Normalnie wszedł do autobusu, obudził kierowcę ( kierowcy tylko z urzędu pełnili funkcję kierowców, spali na kierownicy odbębniajac plan a nawet nadgodziny, nikt bowiem od dawna z Miasteczka sie nie ruszał) i zażądał zawiezienia do najbliższego MIASTA a nawet uprzejmie poprosił o bilet.
Kierowca miał problem (tak jak miasteczko), nie wiedział bowiem ile ma skasować. W końcu się odważył, dostał świnkę skarbonkę z zawartościę (chłopcu bylo żal stworzonka a poza tym nie miał młotka) i ruszyli w dal, bynajmniej nie siną.
W MIESCIE Chłopiec spotkał Dziewczynkę. A ponieważ była to nie tylko obca
(meżczyzni - jak wszystkie zacietrzewione feministki twierdzą - ciągle poszukują nowych bodźców) ale i ładna Dziewczynka, natychmiast ja zagadnął.
- Cześć - błysnął dowcipem, jak nieprzymierzając cygan złotym zębem.
- Cześć - dziewczynka była nie mniej dowcipna.
- Jak masz na imię?- Chłopiec dalej sie wysilał.
(Tu Dziewczynka wymieniła najbardziej popularne imię, jakie tylko można sobie wyobrazić, dajmy na to; Elektryfikacja, co, jak możemy przypuszczać, zachwyciło Chłopca. Niestety, nie wniosło by to nic do naszej opowieści a autorka stara sie jak może, a może, by była to powieść krótka a treściwa, pełna jakże jednoznacznych nic nie znaczących metafor i wolna od wszelakich, zabierających czas i papier, nikomu niepotrzebnych, prowadzących na manowce, ufff, dygresji)Kropka
- Skąd jesteś? - Dziewczynka dobrze wychowana znała ciag dalszy konwersacji.
- Z Nikond- odrzekł zgodnie z prawdą Chłopiec.
- Eeee tam, jak możesz byc znikąd?
- No, normalnie tak, jestem z Nikond- patrzcie, cholera, jak się uparł.
- Eeee tam, kręcisz, przecież skadś musisz pochodzić - ta też sie uparła.
- Ale ja naprawdę pochodzę z Nikond…- i w tym oto momencie, dodajmy skromnie - wiekopomnym, uświadomił sobie okrutną prawdę. To dlatego Miasteczko i rzeczeni jego mieszkańcy mieli problem, przecież oni wszyscy pochodzili z Nikond!!!!
- Muszę coś z tym zrobić- pomyslał Chłopiec, co mu sie intensywnie na twarzy odbiło.
Poza tym odbiło mu sie również czosnkiem, ale tego dziewczynka już nie spostrzegła. (Na jej szczęście, dodajmy). Rozdziawiła tylko buzię, czego nie powinna była robić, gdyż zdecydowanie brakowało jej górnej dwójki i trójki. (Oprócz tego brakowało jej kilku innych zębów i ogólnie była nieciekawa, ale są to subiektywne odczucia autorki a ta w końcu miała nie robić żadnych dygresji).
Hmmm, hmmm
Chłopiec postanowil coś z tym zrobić a ponieważ był podatny na sugestie, po małym komentarzu autorki, stracił zainteresowanie Dziewczynką.
- Teraz - postanowił i napuszył się - wrócę do Miasteczka i pomogę mieszkańcom rzeczonego Miasteczka.
Ale jak tu wrócić do Nikond?
No i się okazało że też miał problem. Na szczęście było to zaraz na skrzyżowaniu A 22 i drogi do Nikond, tak więc Chłopiec postanowił pójść piechotą. Znaczy, per pedes.
Znalazłszy się, (ach jaki piękny a skomplikowany w wymowie wyraz) na miejscu, wyłuszczył był (no, i drugi taki ) problem a nawet jego rozwiązanie burmistrzowi Nikond.
Walnałszy się (proszę proszę , idziemy dalej) się w lekką łysinke typu wybitnie męskiego ( to taka od myslenia o...), burmistrz pojąl był (autorka postanowiła zagłębiać się dalej ) naturę problemu mieszkanców i rzeczonego Miasteczka.
- Nic dziwnego !!! – zawrzasnął - że my tyle problemów mamy, przecież my jesteśmy z Nikond! (cóż za błyskotliwość, ehkm - to oczywiscie autorka).
Po czym pogrążyli się w głębokiej a fascynującej rozmowie a ponieważ znali problem tylko oni dwaj, postanowili zrobić mieszczkańcom rzeczonego Miasteczka wielką niespodziankę.
Wykupili w pobliskim supermarkecie (a istniał taki w Nikond ) cały zapas czarnej farby
(znaczy, wszystkiego cztery puszki) i ruszyli w noc, bynajmniej nie czarną.
Następnego dnia rano, tak to zazwyczaj po nocy bywa, oczom mieszkańców Miasteczka ukazał sie niezwykły widok.
Oto, na każdym szyldzie, na każdym winklu, na każdym numerze rejestracyjnym, na każdej ulicy a nawet na miejscowym burdeliku, na dworcu autobusowym a nade wszystko na wielkim szyldzie z napisem „Witamy w..”, stało wielkimi, nie do niezauważenia, czarnymi, czasami krzywo ale jednak, nieprzymierzając wielkimi jak byk literami napisane…

TOND.


Morał

To jest bajka. To tylko gwoli wytłumaczenia, dla tych, ktorzy się nie zorientowali. Choć niektórzy twierdzą, że to prawda. Nie sprzeczam się, bo przecież to Ty czytelniku, sam wyciągniesz z tego morał . A jaki on jest, też już pewno wiesz. Dlatego, żeby wszystko było tak, jak to zwykle być powinno, dopisuję natychmiast ciąg dalszy, co nastepuje:

Ciąg dalszy, co następuje, czyli hepi end (każda szanująca się bajka go posiada, więc autorka nie zrezygnuje, żeby nie pognębić czytelnika swoimi dopiskami, ehkmm);

I żyli długo i szczęśliwie. Chłopiec odnalazł dziewczynkę i wstawił jej brakujące zęby i ku ogólnemu zadowoleniu, przestał namiętnie jeść czosnek. Pobrali się nawet a żeby im się nie nudziło, rozwiedli się, ale to już inny wątek. Burmistrz kupil sobie tupecik a mieszkańcy rzeczonego miasteczka mogli spokojnie mówic, skąd są. No jak to skąd?
Z Tond.
07.08.2006 Anna.Wu

regulamin polityka prywatnosci design by manto
webmaster: Jan Kurek - Kan'Jar
blog showroom wu.wu.wu moda satyr-icon looknij kontakt sklep personal shopper personal shopper personal shopper zam�w ! zadaj pytanie regulamin zamowien