Orgazm inaczej |
||||
|
Z dobrymi przyjaciółkami rozmawia się o wszystkim. O rozdwajających się końcówkach włosów; o ich sposobie pielęgnacji, o seksie, o ciuchach ( i ta bluzka, to ona miała takie rękawki jak twoja wiesz, tylko ze była całkiem inna i kolor tez, no, ale wiesz, o co mi chodzi...), o seksie, o pierwszym, drugim i piętnastym razie, o najnowszym, dla nikogo nie zrozumiałym malarstwie nowoczesnym tudzież o seksie, o seksie i o seksie. Jeśli mężczyźni myślą, ze nie ośliniamy się na widok nagiego męskiego ciała z kaloryferkiem zamiast brzucha, że nie wzdychamy, do co przystojniejszych aktorów, że nie mamy fantazji seksualnych (najbardziej pospolita - ubierz mnie w futro, obsyp mnie diamentami a potem zdejmij!), to się zdecydowanie mylą. My nie tylko wiemy, my odważamy się o tym głośno mówić. Ba! Powiedziałabym nawet, pokazywać! Owszem, pokazujemy sobie pozycje ( powiedzmy w ubrankach, bo obsceniczne nie jesteśmy), pytamy się o to i owo, ryczymy ze śmiechu, parskając na siebie ze śmiechu winem (jak powszechnie wiadomo, alkohol poluźnia języki, obyczaje i wstydliwość przed powiedzeniem przyjaciółce, że: on to miał... wiesz...taki...ten..), wysłuchujemy uważnie i dajemy wzajemnie rady, niekonieczne dobre, ale zawsze. Z opowieści można by było nakręcić całkiem niezły film, wcale nie pornograficzny, tylko taki, który udowadnia, ze choć ludzie wyładowali juz na księżycu, ładując w łóżku, zachowują się prawie tak, jakby tam tez nie było grawitacji, zamiast tego dwoje ufoludków, którzy zielenieją głównie z niepotrzebnego wstydu, niewiedzy i ogólnych nieporozumień. Czyli wszystko na „ nie”. Pomijam fakt, ze przez płeć brzydszą nasze intensywne rozmowy brane sa za obrzydliwe gadulstwo, tudzież potwarz dla męskiego, jak najbardziej rozwiniętego ego. Mężczyźni nie dają sobie rad w stylu – „ pocałuj ja w szyję a potem przejedz językiem po karku” , o nie. Owszem, słowo „ kark” jest im znane, ponieważ najczęściej chcieliby podziwiać nas z tej strony, intensywnie się pocąc nad wykonaniem normy. SWOJEJ NORMY! * A jak powszechnie wiadomo, ze za pierwszym razem może to i tamto nie wyjść (nie boje się cenzury, ale ze względu na papieska ekskomunikę postaram sie mimo swej oględności i oszczędności w opisać detalicznych, pisać w miarę zrozumiale, w końcu, chciałabym jeszcze po raz trzeci wziąć ślub kościelny). No właśnie, nie wszystko może wyjść za pierwszym razem. Ciała sa jeszcze niedopracowane, niezgrane i ogólnie zawstydzone, względnie wyuzdane i zadające igraszek, których nawet znawca absolutny jogi nie jest w stanie wdrożyć w życie. Mimo wszystko, jakoś takoś wychodzi, o czym jestem czasami przez moje chichoczące przyjaciółki informowana przez telefon, względnie osobiście. No właśnie. Przykład taki, spotkania horyzontalnego dwóch ufoludków, względnie kwiatka z motylkiem, podała mi kumpela przez telefon, nie kryjąc oburzenia, który zgodnie z kodeksem przyjaciółek, podzielam absolutnie. Psiapsiolka moja, należy do kobiet normalnych pod każdym względem. Nie jest wyuzdana, nie jest pruderyjna, wie, czego chce, tolerancja owszem, w ramach kulturalno – dopuszczalnych. - Jesteśmy razem...eee…no wiesz o co mi chodzi... a on się ciągle pyta. Pyta się a mnie cholera bierze! - Pyta się co? - Dobrze ci? Dobrze ci? I tak w kolko. Dobrze, cholera, nie przestawaj. I znowu: - Dobrze Ci, dobrze? Dostałam wścieklizny macicy i zażądałam przerwy. Objaśniłam matołkowi, że owszem, dobrze, ale to i tak do niczego u mnie nie doprowadzi. A on, do czego się pyta, rozumiesz, do czego? No to objaśniam dalej, wykazując anielska w tym wypadku cierpliwość, ze do...no to tego, wiesz. Dalej nie kuma. Facet trzydziestka na karku a nie rozumie o co mi chodzi. No to skończyłam z powściągli- wością i mówie mu, że ja orgazmu tak to na pewno nie osiągnę. Taki symultanizm to u mnie nie tak łatwo. No i facet zwariował. Pyta się: jak? A ja mu na to znowu: rozumiesz- mówie – eeee.. tego, no… inaczej! (na marginesie – znowu pije do kobieco – męskiej wymiany zdań - kobiety miedzy sobą mówią dużo i ze szczegółami, ale nawet najbardziej intymne szczegóły ubierają w metafory i piękne słowa, które zdolne sa zrozumieć tylko inne kobiety, bo wiedza, że: eee...inaczej, oznacza nic innego tylko...no właśnie..). - A on, jak ta papuga, powtarza: jak inaczej, jak inaczej, jak....!!!! nie miałam siły i poprosiłam go o pójście do domu, bo nawet po długiej i burzliwej dyskusji, pokazywaniu palcem co i dlaczego, nie mógł zrozumieć, ze kobiety to maja orgazm, inaczej, rozumiesz? My mamy go inaczej....- zachlipała w słuchawkę – dlaczego my mamy GO inaczej????...buuu.. Kilka tygodni później trafił się znawca „inaczności”, który nie miał nic przeciwko długim dyskusjom w języku francuskim, można by nawet powiedzieć, ze przejawiał w tym kierunku niczym niezmącony talent i wielka chęć do dalszej edukacji, czym uszczęśliwił jednoznacznie moja przyjaciółkę. No właśnie, dlaczego my mamy GO inaczej? A w ogóle, to kto to powiedział, ze inaczej, to złe? Mężczyźni twierdza, ze sa tacy prości, bo ty my właśnie jesteśmy takie skomplikowane. Używając slow przyjaciółki – eeeee..?? skomplikowane?? A może jeszcze skomplikowane inaczej? A ja sobie myślę, ze to wszystko sprawa języka właśnie. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu... * - bez obrazy Panowie i, być może, Panie- mam wielu męskich znajomych, inteligentnych facetów, którzy mimo wszystko na myśl o tym, że kolegę maja spytać o radę, jak, za przeproszeniem zrobić dobrze, czerwienieją z wysiłku na twarzy, z ogłupiałym wzrokiem pytają w końcu zdesperowani o najnowsze felgi, względnie, ci wrażliwsi uciekają z krzykiem na ustach. (powtarzam- chodzi mi o rozmowy męsko- męskie). |
||||
| 28.05.2006 | Anna.Wu | |||
LookBook.pl - satyr-icon - [Orgazm inaczej]
webmaster: Jan Kurek - Kan'Jar